Obudziłam się we wspaniałym humorze. Barcelońskie słońce muskało moją twarz. Zeszłam z łóżka wsunęłam kapcie na nogi, spojrzałam na zegarek. 8:00. Stanęłam pod drzwiami do pokoju Cesca. Zaczęłam pukać i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Usiadłam na krańcu łóżka. Pochyliłam się nad mężczyzną.
-Cescy wstawaj. Masz trening. -wyszeptałam.
Cesc otworzył oczy i poklepał miejsce obok siebie, dając mi do zrozumienia żebym się położyła. Położyłam się. Cescy pocałował mnie czule i zaczął nucić.
" You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh.."
-Ty tego słuchasz? -spytałam zdziwiona i oparłam się na łokciach, wpatrując się w pół przytomnego Cesca.
-Nie. -rzucił i cmoknął mnie po raz drugi.
-Byś się tylko całował.
-A to źle?
-Nie to idealnie. -wyszeptałam. -Wstawaj za 2 godziny masz trening. Ja zrobię śniadanie, a ty obudź Geriego. Co chcesz na śniadanko?
-Wszystko tylko żeby było jadalne. -zachichotał.
-Jak ja coś robię to wszystko jest zajebiste i jadalne.
-Tak szczególnie jak na wyjeździe rok temu cały dzień przez ciebie na kiblu siedziałem!
-Raz się zdarzyło, raz! -zaśmiałam się. -Dobra już ruszaj się.
-Już idę. -wymamrotał i wyciągnął do mnie rękę, abym mu pomogła wstać.
Podałam mu rękę i mocno pociągnęłam. Cesc niestety przeważył i upadł swoim cielskiem na mnie.
-Nic ci się nie stało? Nica, Veronica, Pique? -wołał mnie.
-Pique? Co to to to nie! Tylko nie Pique! -wstałam i ruszyłam dziarskim krokiem do kuchni. Tam przywitałam się z Shaki buziakiem w policzek i zabrałam się za robienie kanapek dla siebie i Cesca.
-Co moja piękna robi? -zapytał obejmując mnie od tyłu.
-Nie. Podchodź. Do. Mnie. -wycedziłam i pomachałam nożem w jego stronę.
-To za to, że nazwałem cię Pique? -zapytał wyraźnie zasmucony.
-Tak. Dokładnie za to. -odparłam nie wzruszona.
-No weź no. Nicusiu kochana. Ni nie gniewaj się na mnie. Kocham cię. -Cesc objął mnie w talii.
-Jedz kanapki. -wyswobodziłam się z jego objęć i wskazałam na talerz. Sama poszłam do sypialni Geriego i Shaki. Poinformowałam go, że jak się nie ruszy to Cesc wszystko zje a ja drugi raz robić nie będę. Starszy Pique zbiegł po schodach niczym burza, omal nie strącając mnie z nich.
-Zostaw moje kanapki! -krzyk Cesca słychać było w całym domu. To dlatego, że Gerard zabrał mu kanapkę.
-Pojadły sobie jełopy moje? -zapytałam chłopaków. Zgodnie poklepali się po brzuchach na znak że było smaczne.
-No a teraz zbieramy się na trening! -zarządziłam i już po chwili znajdowałam się z chłopakami w czarnym audi.
Mes Que Un Club
sobota, 28 grudnia 2013
Rozdział 6.
czwartek, 26 grudnia 2013
Rozdział 5.
-Ja pieprzę. Jaką trzeba mieć zrytą bańkę, żeby wymyślić taki film. -zachwycałam się filmem chociaż oglądam go po raz enty.
-Nom film jest zawalisty! -wtórował mi Cesc.
-Nica ruszyłabyś się po chrupki. -rozkazał Geri.
-Geri rusz się po chrupki. -przedrzeźniałam go.
-Nie! -sprzeciwił się.
-Mam pomysł! Załatwcie to po męsku! -wtrącił się do rozmowy Cesc.
-Papier, kamień, nożyce! -krzyknął brat.
-Niech stracę. Do trzech. -zgodziłam się.
-Papier... kamień... nożyce! -zaczął grę.
Wygrałam wszystkie rundy.
-No Geri zapieprzaj po te chipsy. -uśmiechnęłam się.
-Już idę. -powiedział i powolnym krokiem ruszył do kuchni.
Film się skończył gdy Gerard wchodził z chipsami. Cesc podszedł do odtwarzacza i załączył film.
-Paranormal Activity? -zapytałam podnosząc jedną brew do góry. -Zrobiłeś to specjalnie!
-A w ogóle widział ktoś Shaki? -spytał Pique.
-Widzisz jaki z niego kochający mąż? -zwróciłam się do Cesca. -Nawet nie wie gdzie żona przebywa!
-To powiesz?
-Pojechała po Milanka do Nurii, geniuszu! -wytłumaczyłam.
-Aaaa. No tak, mogłem to przewidzieć!
***
-Zdrajczyni. -krzyknął Pique, założył ręce na piersi, gdy bezwiednie i ze strachu oparłam głowę o ramię Cesc, zamiast o ramię brata.
-No chodź. -powiedziałam i przytuliłam się do brata, który nadal siedział nie wzruszony. -No nie gniewaj się braciszku.
Popatrzył na mnie i mocno przytulił.
-Dobra nie gniewam się już, ale to nie zmienia faktu że to była zdrada!
-Przepraszam. -powiedziałam i pociągnęłam nosem.
-Przegapiacie najlepszą scenę. -rzucił tak jakby od niechcenia Cesc.
-A co zazdrosny jesteś? -zaśmiał się braciszek.
-Nie. -rzucił krótko kataloński pomocnik.
-No chodź, ciebie też przytulę. -powiedziałam i rozłożyłam ręce w celu przytulenia przyjaciela.
Cesc podszedł do mnie i wtulił się we mnie.
-Auuu moje żebra. -powiedziałam po 5 minutach, w których Cesc tulił mnie z całej siły. Wydawało mi się też, że wącha moje włosy, ale to nic.
-Ładnie ci włosy pachną.- powiedział odrywając się ode mnie. Ha! Czyli jednak je wąchał.
-Wiem! Czekolada, polecam. -uśmiechnęłam się.
-Skorzystam na pewno. -również się zaśmiał.
-Eghem...-kaszlnął Pique. -Sorki ale ja tu nadal jestem. -zaśmiał się.
Nagle z telewizora zaczęły wydobywać się straszliwe dźwięki. Krzyki, jęki, piski. Pisnęłam i w tuliłam się w tors Cesca, ale żeby Geri nie czuł się obrażony przyciągnęłam go do siebie za rękaw. I tak oto siedziałam wtulona w Cesca i otoczona ramieniem Gerarda. Idealnie.
-Chłopaki... -zaczęłam nie pewnie. -Ja się boję. -zakończyłam i po raz kolejny pisnęłam z przerażenia.
-Zawsze, gdy oglądaliśmy wspólnie horrory zasłaniałaś oczy ręką albo poduszką. Trzęsidupa! -zachichotał mój brat.
-Na prawdę bardzo śmieszne. -powiedziałam ironicznie. -Boję się! Cesc wyłączaj to!
-No chciałabyś! My z Gerim lubimy takie filmy. -zaśmiał się pomocnik i przybił z Gerim piąteczkę.
-Foch! Nie lubię was! -zmarszczyłam czoło i po raz kolejny pisnęłam tym razem lekko podskakując.
-Ale my ciebie tak! No nie fochaj się już skarbeńku. -zachichotał Gerard.
-Skarbeńku to ty możesz mówić do Shaki, głąbie. -powiedziałam do brata.
-A ja mogę tak do ciebie mówić? -zapytał Cesc i pocałował mnie w usta.
-A to wy tak razem, tak na poważnie? -zapytał zmieszany Pique.
-Cesc, my tak razem, tak na poważnie? -spojrzałam na niego pytająco.
-Emmm nie wiem. -odparł również zmieszany.
-To się kurwa zdecyduj, bo ja mam zamiar was kurwa ostrzec i powiedzieć, żebyście prezerwatyw używali, bo nie chcę zostać wujkiem w tak młodym wieku! A ty tu wylatujesz z tekstem, że nie wiesz! Całujecie się i w ogóle! Ja pierdolę! -krzyczał Pique.
-Spokojnie Geruś. -chwyciłam brata za ramiona. -Nie mam na razie zamiaru pierdolić się z Ceskiem.
-Nie? -spytał z rozczarowaniem w głosie Cesc.
-Nie. -popatrzyłam na niego wzrokiem typu "Are you fuccking, kidding me?"
-Spoko, poczekam. -puścił do mnie oczko.
-No to się kurwa nie doczekasz w najbliższym czasie. -teraz to ja puściłam oczko i zachichotałam.
Cesc pociągnął nosem i udawanie posmutniał.
-No nie gniewaj się skarbeńku. -powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
-Ja rozumiem, że jesteście kurwa zakochani i w ogóle, ale nie publicznie! -zaśmiał się Gerard.
-Jak krzyki Shaki słychać w całym domu to ja nic nie mówię. -zaśmiałam się,a Cescy usłyszawszy to wtórował mi.
-O kurwa! Miałam się dzisiaj spotkać z Alexisem! -krzyknęłam nagle.
-Odwołaj to, proszę cię! -zamruczał Fabs.
-No ale... -urwałam. -No okej.
Wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Sygnał, jeden, drugi...
~Halo? -odezwał się dźwięk po drugiej stronie.
~Alexis, mam sprawę.
~Jaką?
~Ja nie mogę przyjść dzisiaj na to spotkanie. Przepraszam.
~Czemu? Coś się stało?
~Nie nic po prostu nie mogę.
~No dobrze. To paa.
~Paa. I jeszcze raz przepraszam.
Rozłączył się.
-Iiii?
-I nic. Nie idę.
-To fajnie! -pisnął Cescy.
-No wiem! -zachichotałam. -To co teraz robimy?
-Cesc idzie się rozpakować, przydzielimy mu pokój, zjemy coś i pogramy w karty. Tak dawno nie grałem! -jęknął Geri.
-No okej. -zgodziliśmy się jednocześnie z Fabsem
-Widzicie, jak do siebie pasujecie? Nawet gadacie tak samo. -zaśmiał się Gerard.
-Oh wiem. -zachichotałam.
***
-Dureń! Przegrałeś. Hahaha! Dureń dureń! -krzyczałam i pokazywałam taki gest ręką. Wytknęłam język w stronę barcelońskiego obrońcy.
-Nom film jest zawalisty! -wtórował mi Cesc.
-Nica ruszyłabyś się po chrupki. -rozkazał Geri.
-Geri rusz się po chrupki. -przedrzeźniałam go.
-Nie! -sprzeciwił się.
-Mam pomysł! Załatwcie to po męsku! -wtrącił się do rozmowy Cesc.
-Papier, kamień, nożyce! -krzyknął brat.
-Niech stracę. Do trzech. -zgodziłam się.
-Papier... kamień... nożyce! -zaczął grę.
Wygrałam wszystkie rundy.
-No Geri zapieprzaj po te chipsy. -uśmiechnęłam się.
-Już idę. -powiedział i powolnym krokiem ruszył do kuchni.
Film się skończył gdy Gerard wchodził z chipsami. Cesc podszedł do odtwarzacza i załączył film.
-Paranormal Activity? -zapytałam podnosząc jedną brew do góry. -Zrobiłeś to specjalnie!
-A w ogóle widział ktoś Shaki? -spytał Pique.
-Widzisz jaki z niego kochający mąż? -zwróciłam się do Cesca. -Nawet nie wie gdzie żona przebywa!
-To powiesz?
-Pojechała po Milanka do Nurii, geniuszu! -wytłumaczyłam.
-Aaaa. No tak, mogłem to przewidzieć!
***
-Zdrajczyni. -krzyknął Pique, założył ręce na piersi, gdy bezwiednie i ze strachu oparłam głowę o ramię Cesc, zamiast o ramię brata.
-No chodź. -powiedziałam i przytuliłam się do brata, który nadal siedział nie wzruszony. -No nie gniewaj się braciszku.
Popatrzył na mnie i mocno przytulił.
-Dobra nie gniewam się już, ale to nie zmienia faktu że to była zdrada!
-Przepraszam. -powiedziałam i pociągnęłam nosem.
-Przegapiacie najlepszą scenę. -rzucił tak jakby od niechcenia Cesc.
-A co zazdrosny jesteś? -zaśmiał się braciszek.
-Nie. -rzucił krótko kataloński pomocnik.
-No chodź, ciebie też przytulę. -powiedziałam i rozłożyłam ręce w celu przytulenia przyjaciela.
Cesc podszedł do mnie i wtulił się we mnie.
-Auuu moje żebra. -powiedziałam po 5 minutach, w których Cesc tulił mnie z całej siły. Wydawało mi się też, że wącha moje włosy, ale to nic.
-Ładnie ci włosy pachną.- powiedział odrywając się ode mnie. Ha! Czyli jednak je wąchał.
-Wiem! Czekolada, polecam. -uśmiechnęłam się.
-Skorzystam na pewno. -również się zaśmiał.
-Eghem...-kaszlnął Pique. -Sorki ale ja tu nadal jestem. -zaśmiał się.
Nagle z telewizora zaczęły wydobywać się straszliwe dźwięki. Krzyki, jęki, piski. Pisnęłam i w tuliłam się w tors Cesca, ale żeby Geri nie czuł się obrażony przyciągnęłam go do siebie za rękaw. I tak oto siedziałam wtulona w Cesca i otoczona ramieniem Gerarda. Idealnie.
-Chłopaki... -zaczęłam nie pewnie. -Ja się boję. -zakończyłam i po raz kolejny pisnęłam z przerażenia.
-Zawsze, gdy oglądaliśmy wspólnie horrory zasłaniałaś oczy ręką albo poduszką. Trzęsidupa! -zachichotał mój brat.
-Na prawdę bardzo śmieszne. -powiedziałam ironicznie. -Boję się! Cesc wyłączaj to!
-No chciałabyś! My z Gerim lubimy takie filmy. -zaśmiał się pomocnik i przybił z Gerim piąteczkę.
-Foch! Nie lubię was! -zmarszczyłam czoło i po raz kolejny pisnęłam tym razem lekko podskakując.
-Ale my ciebie tak! No nie fochaj się już skarbeńku. -zachichotał Gerard.
-Skarbeńku to ty możesz mówić do Shaki, głąbie. -powiedziałam do brata.
-A ja mogę tak do ciebie mówić? -zapytał Cesc i pocałował mnie w usta.
-A to wy tak razem, tak na poważnie? -zapytał zmieszany Pique.
-Cesc, my tak razem, tak na poważnie? -spojrzałam na niego pytająco.
-Emmm nie wiem. -odparł również zmieszany.
-To się kurwa zdecyduj, bo ja mam zamiar was kurwa ostrzec i powiedzieć, żebyście prezerwatyw używali, bo nie chcę zostać wujkiem w tak młodym wieku! A ty tu wylatujesz z tekstem, że nie wiesz! Całujecie się i w ogóle! Ja pierdolę! -krzyczał Pique.
-Spokojnie Geruś. -chwyciłam brata za ramiona. -Nie mam na razie zamiaru pierdolić się z Ceskiem.
-Nie? -spytał z rozczarowaniem w głosie Cesc.
-Nie. -popatrzyłam na niego wzrokiem typu "Are you fuccking, kidding me?"
-Spoko, poczekam. -puścił do mnie oczko.
-No to się kurwa nie doczekasz w najbliższym czasie. -teraz to ja puściłam oczko i zachichotałam.
Cesc pociągnął nosem i udawanie posmutniał.
-No nie gniewaj się skarbeńku. -powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
-Ja rozumiem, że jesteście kurwa zakochani i w ogóle, ale nie publicznie! -zaśmiał się Gerard.
-Jak krzyki Shaki słychać w całym domu to ja nic nie mówię. -zaśmiałam się,a Cescy usłyszawszy to wtórował mi.
-O kurwa! Miałam się dzisiaj spotkać z Alexisem! -krzyknęłam nagle.
-Odwołaj to, proszę cię! -zamruczał Fabs.
-No ale... -urwałam. -No okej.
Wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Sygnał, jeden, drugi...
~Halo? -odezwał się dźwięk po drugiej stronie.
~Alexis, mam sprawę.
~Jaką?
~Ja nie mogę przyjść dzisiaj na to spotkanie. Przepraszam.
~Czemu? Coś się stało?
~Nie nic po prostu nie mogę.
~No dobrze. To paa.
~Paa. I jeszcze raz przepraszam.
Rozłączył się.
-Iiii?
-I nic. Nie idę.
-To fajnie! -pisnął Cescy.
-No wiem! -zachichotałam. -To co teraz robimy?
-Cesc idzie się rozpakować, przydzielimy mu pokój, zjemy coś i pogramy w karty. Tak dawno nie grałem! -jęknął Geri.
-No okej. -zgodziliśmy się jednocześnie z Fabsem
-Widzicie, jak do siebie pasujecie? Nawet gadacie tak samo. -zaśmiał się Gerard.
-Oh wiem. -zachichotałam.
***
-Dureń! Przegrałeś. Hahaha! Dureń dureń! -krzyczałam i pokazywałam taki gest ręką. Wytknęłam język w stronę barcelońskiego obrońcy.
-Żebyś znowu przegrał? Okej! -zaśmiałam się.
***
-Dureń! -sytuacja się powtórzyła.
-Spadaj! -zdenerwował się Gerard.
-Jestem! -krzyknęła Shakira wchodząc do domu.
-Milanek! -podbiegłam do bratanka zabierając go szwagierce z rąk.
-Mogę wiedzieć co tu się działo? Czemu jakieś walizki stoją w korytarzu? -spytała Shaki wchodząc do salonu. Patrzyła to na karty porozwalane po całym pomieszczeniu, to na walizki w korytarzu.
-Walizki są Cesa. Będzie u nas pomieszkiwał tym czasowo. -zaczęłam, ale nie dane było mi dokończyć, bo wtrącił się Geri.
-Graliśmy w rozbieranego pokera!
Shaki spojrzała na Gerarda miną typu "Are you fuccking kidding me?"
-A ja mam coś do gadania w tej sprawie?. -rzuciła Shakira.
Spotkała się z sprzeciwem. Shaki pokręciła głową z uśmiechem i odebrała ode mnie Milanka.
-Milanek, pożegnaj się. Idziemy spać. -powiedziała do swojego syna.
Chłopczyk pomachał rączką na pożegnanie i zniknęli na schodach. Razem z chłopakami obejrzeliśmy jeszcze powtórkę meczu Real Madryt- Arsenal Londyn.
-Chłopaki ja też już spadam, paa. -cmoknęłam Cesca w policzek, a z Gerardem przybiłam żółwika.
Leżąc w łóżku rozmyślałam o tym wszystkim. Cesc jest mężczyzną idealnym, ale czy to nie idzie zbyt szybko? Chociaż znam go od małego. Nie wiem. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Rozdział 4.
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. No tak wczorajsza impreza. Kac morderca nie ma serca. Sięgnęłam po telefon. Spojrzałam na ekran. "1 nieodebrana wiadomość"
"Sprawy sercowe :( "
"Łoho, grubo :D Jutro po treningu pogadamy, okey?"
"Opcja "Psycholog Nica" się włącza? :D "
"No powiedzmy, dobra ja śpię :* "
"Branoc ^^ Ale wiesz, że jest 9:00?"
Schowałam głowę w poduszkę i zamknęłam oczy. Niestety nie dane było mi dłużej pospać. Do pokoju wpadł Dani, Sergio i Adriano.
-Wstawaj, szkoda dnia! Wstawaj! -zaczęli śpiewać.
-Spierdalajcie! - powiedziałam i wystawiłam środkowy palec.
-Złość piękności szkodzi. -zaśmiał się Correia.
-Jak wstanę, to zrobicie mi śniadanie? -zapytałam chytrze.
-Może? -zorientował się o co chodzi Busquets.
-Jak tak to tam są drzwi. -powiedziałam i pokazałem palcem na drzwi.
-Nooo... okey. -zgodził się Dani. -A co pani sobie życzy?
-Eee... naleśniki!
-Mogą wyjść spalone, ale niech będzie.
-Jak wyjdą spalone, to będziecie robić jeszcze raz! A teraz wypierdalać!
-Dobra już idziemy. Nie chcesz nas to nie. -powiedział smutny Sergio i teatralnie pociągnął nosem. Po czym wyszli.
Spokój. Wreszcie spokój!
-Nicaaaaaa! -usłyszałam głos z pokoju obok.
Zgramoliłam się z łóżka. Włożyłam na nogi kapcie- świnki i ruszyłam w stronę dochodzącego głosu.
-Victor? Znowu coś rozwaliłeś? -zapytałam poirytowana.
-Tym razem to naprawdę przez Marca!
Bartra pokazał środkowego palca dla Valdesa.
-Spokój! To już 2 wazon rozbity za jednym pobytem! Wasz rekord wynosi 5 wazonów za jednym pobytem. Jeszcze trochę i pobijecie swój własny rekord, gratulacje!
-No, ale to Bartra wymyślił żebym rzucił do niego ten wazon a on go przyjmie na kolanko! Ale ten ćwok nie przyjął no i wazon się rozwalił! -wytłumaczył bramkarz.
-Bo go źle podrzuciłeś, inteligencie! -krzyczał Bartra.
-Do posprzątania. Tam w kącie leży zmiotka i szufelka. -wytłumaczyłam i wskazałam na przestrzeń obok pralki.
-A jak się skaleczymy? -rzekli chórem.
-To wtedy podmucham. -rzuciłam i przewróciłam oczami.
Zeszłam na dół, a tam istne pobojowisko. Jak by wybuchła tam bomba atomowa! Po podłodze walały się ludzkie "szczątki". Ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Schodząc ze schodów potknęłam się o leżącego pod nimi Mascherano.
-Ciebie to już do reszty pojebało! -krzyknęłam.
-Cicho... łooo moja bańka. -powiedział. Po czym wstał i zatoczył się. Gdyby nie ściana z nim pewnie by upadł budząc resztę.
-Masz tabletki na łebek i wodę. Idę budzić resztę. -dałam mężczyźnie tabletki i ruszyłam do salonu.
W salonie spali jeden na drugim. Puyol spał na Pinto, Shakira na Gerardzie. I jeszcze nie wiem jakim cudem znalazł się tu Iker Casillas, który siedział jak gdyby nigdy nic na kanapie i przeskakiwał z kanału na kanał.
-A ty co? Skąd tu? -spytałam zaskoczona.
-Gerard zadzwonił po mnie jakoś o 2 w nocy, pieprzył, że rucha jakąś Leonę Lewis. No i muszę porozwozić ludzi do domu.
-Aha! -stwierdziłam i rzuciłam mu się na szyję. Znamy się z zgrupowań Hiszpanii. Równy facet.
-Czemu nie wziąłeś Ramoska? Impreza bez niego to nie impreza. -uśmiechnęłam się na samo wspomnienie ostatniej imprezy w hotelu.
-No niby tak. -zgodził się Iker i pomachał twierdząco głową.
-Chodź pomożesz mi. Trzeba pobudzić tych pojebusów. -zaśmiałam się.
-Przeklina, czyli jest w miarę trzeźwa. Idę. -również się zaśmiał.
-Jestem w miarę trzeźwa, więc mogę ci przywalić! -zdenerwowałam się.
Mężczyzna wyszeptał mi na ucho kilka słów, po czym uśmiechnął się zachęcająco. Odwzajemniłam uśmiech. Po chwili maszerowaliśmy dumnie, po salonie bijąc drewnianymi łyżkami w patelnie. Hałas przyniósł zamierzony efekt. Wszyscy zerwali się na równe nogi nie wiedząc co się właściwie dzieje.
-Nica! Ciebie do końca pojebało? -krzyknął Pique.
-Emmm... tak. -zaśmiałam się. -Jak ci się ruchało Leonkę?
-Jaką kurwa Leonkę? -zdziwił się Geri.
-A co mówiłeś dla Ikera przez telefon? -nadal się śmiałam.
-Noo... nie pamiętam.
-To ja ci przypomnę. -do rozmowy wtrącił się bramkarz "Królewskich" -Zadzwoniłeś o 2 w nocy i gadałeś, że ruchasz Leonę Lewis, geniuszu!
-Coo? Na prawdę? Sorki. -odpowiedział zmieszany.
-Luuudziska! Ja chcę oglądać serial! -krzyknął Xavi schodząc ze schodów i głośno ziewając.
-Jaki serial? -zaciekawiłam się.
-"Angel Rebelde"!
-Te gówno? Ty to oglądasz? -zaśmiałam się.
-Ejj! Nie obrażaj mojego serialu! -udał focha i tupnął nogą jak małe dziecko.
-Dobra włączajcie i dobudźcie resztę. Ja zaraz przyjdę. -odpowiedziałam.
Weszłam po schodach i otworzyłam drzwi do swojego pokoju.
-Co by tu ubrać? Hmm... -mówiłam na głos.
-Pomóc? -zapytał głos dochodzący z okolic drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam stojącego w drzwiach Cesca.
-Więc Francescu, chcesz mi pomóc? -zapytałam wyniosłym tonem.
-Tak, Veronico, chcę ci pomóc. Ale za Francesca masz wpierdol! -krzyknął i rzucił się na mnie, przy okazji łaskocząc.
-Ejj! Puść mnie... hahaha... puść! Hahaha... zostaw no... hahaha... zejdź! -krzyczałam między atakami śmiechu.
-Dobra puszczam. A teraz pokaż ubrania. -rzekł.
-Emm. tam masz szafkę. -wskazałam na mebel stojący w kącie pokoju i usiadłam na kanapie.
-Te spodnie są mają fajny kolor, ale brzydki krój. Hmmm... bluzka jest fajna, i te buty. -mówił zerkając to na ubrania to na mnie i moją piżamę.
-Mam! -wykrzyknął i pokazał mi zestaw, który mi wybrał. Zobaczywszy ciuszki i uniosłam kciuk w górę.
-Wyjdź będę się ubierać. -powiedziałam.
-Na pewno mam wyjść? -zamruczał mi do ucha.
-Na pewno. -odsunęłam go od siebie. Ustawiłam w kierunku drzwi i lekko popchnęłam.
-Na pewno mam wyjść? -powtórzył pytanie stając w drzwiach.
-Na pewno zboczeńcu! -zaśmiałam się.
Cesc odszedł z miną zbitego psiaka. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i zaczęłam się ubierać.
***
Chłopcy siedzieli na kanapie, zanosząc się płaczem.
-Jose, nie wychodź za tego palanta! Wyjdź za Fredericka. Emanuel nie jest ciebie warty! -mówił przez łzy Andres.
Spojrzałam na wszystkich ledwo powstrzymując śmiech.Podeszłam do chłopaków z paczką chusteczek w ręku.
-Chusteczkę? -zapytałam słodkim tonem.
-Możesz dać. -odpowiedział Puyol, po czym zawył przeciągle.
-Jose! Wybierz Fredericka, przyniósł czekoladki. -szlochał Hernadez.
-Wam się już w dupach poprzewracało. -zaśmiałam się.
-Jose, nie! -szlochał mój braciszek.
-Koniec! -krzyknęłam i nacisnęłam czerwony guzik na pilocie.
-Ej! Chciałem to obejrzeć! -jęknął Xavi wycierając łzy.
-Obejrzysz powtórkę. -wytłumaczyłam spokojnie.
-Co powiecie na naleśniki?! -krzyknął z kuchni Adriano.
-Idziemy! -krzyknęliśmy zgodnie.
Nie wiem jakim cudem przy 6 osobowym stole zmieściło się 18 osób. Wszyscy zajadali się naleśnikami z dżemem i nutellą zrobionych przez Sergio, Daniego i Adriano.
-Kogo już odwieźć? -zapytał Iker po zjedzonym śniadaniu.
-Nas możesz. -zgłosiła się para bramkarzy Dumy Katalonii. -Fajnie było, ale my spadamy.
-Paaa! -pożegnaliśmy się.
Gdy Iker wrócił już z powrotem, w celu odwiezienia reszty Fabregas spytał Pique:
-Mogę zostać?
-Pewnie. Zostań.
-Dziękuję! Jesteś najlpsiejszym przyjacielem na ziemi! Lepsiejszego nie znajdę! Gdyby nie ty znowu spędziłbym wieczór z piwem w ręku przed telewizorem.
-No i spędzisz, ale będziesz z nami. -powiedział Gerard i wcisnął piwo przyjacielowi i mi.
-To co może Kac Vegas? -zaproponowałam.
Po chwili siedzieliśmy na kanapie z czipsami i piwem oglądając komedie.
"Sprawy sercowe :( "
"Łoho, grubo :D Jutro po treningu pogadamy, okey?"
"Opcja "Psycholog Nica" się włącza? :D "
"No powiedzmy, dobra ja śpię :* "
"Branoc ^^ Ale wiesz, że jest 9:00?"
Schowałam głowę w poduszkę i zamknęłam oczy. Niestety nie dane było mi dłużej pospać. Do pokoju wpadł Dani, Sergio i Adriano.
-Wstawaj, szkoda dnia! Wstawaj! -zaczęli śpiewać.
-Spierdalajcie! - powiedziałam i wystawiłam środkowy palec.
-Złość piękności szkodzi. -zaśmiał się Correia.
-Jak wstanę, to zrobicie mi śniadanie? -zapytałam chytrze.
-Może? -zorientował się o co chodzi Busquets.
-Jak tak to tam są drzwi. -powiedziałam i pokazałem palcem na drzwi.
-Nooo... okey. -zgodził się Dani. -A co pani sobie życzy?
-Eee... naleśniki!
-Mogą wyjść spalone, ale niech będzie.
-Jak wyjdą spalone, to będziecie robić jeszcze raz! A teraz wypierdalać!
-Dobra już idziemy. Nie chcesz nas to nie. -powiedział smutny Sergio i teatralnie pociągnął nosem. Po czym wyszli.
Spokój. Wreszcie spokój!
-Nicaaaaaa! -usłyszałam głos z pokoju obok.
Zgramoliłam się z łóżka. Włożyłam na nogi kapcie- świnki i ruszyłam w stronę dochodzącego głosu.
-Victor? Znowu coś rozwaliłeś? -zapytałam poirytowana.
-Tym razem to naprawdę przez Marca!
Bartra pokazał środkowego palca dla Valdesa.
-Spokój! To już 2 wazon rozbity za jednym pobytem! Wasz rekord wynosi 5 wazonów za jednym pobytem. Jeszcze trochę i pobijecie swój własny rekord, gratulacje!
-No, ale to Bartra wymyślił żebym rzucił do niego ten wazon a on go przyjmie na kolanko! Ale ten ćwok nie przyjął no i wazon się rozwalił! -wytłumaczył bramkarz.
-Bo go źle podrzuciłeś, inteligencie! -krzyczał Bartra.
-Do posprzątania. Tam w kącie leży zmiotka i szufelka. -wytłumaczyłam i wskazałam na przestrzeń obok pralki.
-A jak się skaleczymy? -rzekli chórem.
-To wtedy podmucham. -rzuciłam i przewróciłam oczami.
Zeszłam na dół, a tam istne pobojowisko. Jak by wybuchła tam bomba atomowa! Po podłodze walały się ludzkie "szczątki". Ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Schodząc ze schodów potknęłam się o leżącego pod nimi Mascherano.
-Ciebie to już do reszty pojebało! -krzyknęłam.
-Cicho... łooo moja bańka. -powiedział. Po czym wstał i zatoczył się. Gdyby nie ściana z nim pewnie by upadł budząc resztę.
-Masz tabletki na łebek i wodę. Idę budzić resztę. -dałam mężczyźnie tabletki i ruszyłam do salonu.
W salonie spali jeden na drugim. Puyol spał na Pinto, Shakira na Gerardzie. I jeszcze nie wiem jakim cudem znalazł się tu Iker Casillas, który siedział jak gdyby nigdy nic na kanapie i przeskakiwał z kanału na kanał.
-A ty co? Skąd tu? -spytałam zaskoczona.
-Gerard zadzwonił po mnie jakoś o 2 w nocy, pieprzył, że rucha jakąś Leonę Lewis. No i muszę porozwozić ludzi do domu.
-Aha! -stwierdziłam i rzuciłam mu się na szyję. Znamy się z zgrupowań Hiszpanii. Równy facet.
-Czemu nie wziąłeś Ramoska? Impreza bez niego to nie impreza. -uśmiechnęłam się na samo wspomnienie ostatniej imprezy w hotelu.
-No niby tak. -zgodził się Iker i pomachał twierdząco głową.
-Chodź pomożesz mi. Trzeba pobudzić tych pojebusów. -zaśmiałam się.
-Przeklina, czyli jest w miarę trzeźwa. Idę. -również się zaśmiał.
-Jestem w miarę trzeźwa, więc mogę ci przywalić! -zdenerwowałam się.
Mężczyzna wyszeptał mi na ucho kilka słów, po czym uśmiechnął się zachęcająco. Odwzajemniłam uśmiech. Po chwili maszerowaliśmy dumnie, po salonie bijąc drewnianymi łyżkami w patelnie. Hałas przyniósł zamierzony efekt. Wszyscy zerwali się na równe nogi nie wiedząc co się właściwie dzieje.
-Nica! Ciebie do końca pojebało? -krzyknął Pique.
-Emmm... tak. -zaśmiałam się. -Jak ci się ruchało Leonkę?
-Jaką kurwa Leonkę? -zdziwił się Geri.
-A co mówiłeś dla Ikera przez telefon? -nadal się śmiałam.
-Noo... nie pamiętam.
-To ja ci przypomnę. -do rozmowy wtrącił się bramkarz "Królewskich" -Zadzwoniłeś o 2 w nocy i gadałeś, że ruchasz Leonę Lewis, geniuszu!
-Coo? Na prawdę? Sorki. -odpowiedział zmieszany.
-Luuudziska! Ja chcę oglądać serial! -krzyknął Xavi schodząc ze schodów i głośno ziewając.
-Jaki serial? -zaciekawiłam się.
-"Angel Rebelde"!
-Te gówno? Ty to oglądasz? -zaśmiałam się.
-Ejj! Nie obrażaj mojego serialu! -udał focha i tupnął nogą jak małe dziecko.
-Dobra włączajcie i dobudźcie resztę. Ja zaraz przyjdę. -odpowiedziałam.
Weszłam po schodach i otworzyłam drzwi do swojego pokoju.
-Co by tu ubrać? Hmm... -mówiłam na głos.
-Pomóc? -zapytał głos dochodzący z okolic drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam stojącego w drzwiach Cesca.
-Więc Francescu, chcesz mi pomóc? -zapytałam wyniosłym tonem.
-Tak, Veronico, chcę ci pomóc. Ale za Francesca masz wpierdol! -krzyknął i rzucił się na mnie, przy okazji łaskocząc.
-Ejj! Puść mnie... hahaha... puść! Hahaha... zostaw no... hahaha... zejdź! -krzyczałam między atakami śmiechu.
-Dobra puszczam. A teraz pokaż ubrania. -rzekł.
-Emm. tam masz szafkę. -wskazałam na mebel stojący w kącie pokoju i usiadłam na kanapie.
-Te spodnie są mają fajny kolor, ale brzydki krój. Hmmm... bluzka jest fajna, i te buty. -mówił zerkając to na ubrania to na mnie i moją piżamę.
-Mam! -wykrzyknął i pokazał mi zestaw, który mi wybrał. Zobaczywszy ciuszki i uniosłam kciuk w górę.
-Wyjdź będę się ubierać. -powiedziałam.
-Na pewno mam wyjść? -zamruczał mi do ucha.
-Na pewno. -odsunęłam go od siebie. Ustawiłam w kierunku drzwi i lekko popchnęłam.
-Na pewno mam wyjść? -powtórzył pytanie stając w drzwiach.
-Na pewno zboczeńcu! -zaśmiałam się.
Cesc odszedł z miną zbitego psiaka. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i zaczęłam się ubierać.
***
Chłopcy siedzieli na kanapie, zanosząc się płaczem.
-Jose, nie wychodź za tego palanta! Wyjdź za Fredericka. Emanuel nie jest ciebie warty! -mówił przez łzy Andres.
Spojrzałam na wszystkich ledwo powstrzymując śmiech.Podeszłam do chłopaków z paczką chusteczek w ręku.
-Chusteczkę? -zapytałam słodkim tonem.
-Możesz dać. -odpowiedział Puyol, po czym zawył przeciągle.
-Jose! Wybierz Fredericka, przyniósł czekoladki. -szlochał Hernadez.
-Wam się już w dupach poprzewracało. -zaśmiałam się.
-Jose, nie! -szlochał mój braciszek.
-Koniec! -krzyknęłam i nacisnęłam czerwony guzik na pilocie.
-Ej! Chciałem to obejrzeć! -jęknął Xavi wycierając łzy.
-Obejrzysz powtórkę. -wytłumaczyłam spokojnie.
-Co powiecie na naleśniki?! -krzyknął z kuchni Adriano.
-Idziemy! -krzyknęliśmy zgodnie.
Nie wiem jakim cudem przy 6 osobowym stole zmieściło się 18 osób. Wszyscy zajadali się naleśnikami z dżemem i nutellą zrobionych przez Sergio, Daniego i Adriano.
-Kogo już odwieźć? -zapytał Iker po zjedzonym śniadaniu.
-Nas możesz. -zgłosiła się para bramkarzy Dumy Katalonii. -Fajnie było, ale my spadamy.
-Paaa! -pożegnaliśmy się.
Gdy Iker wrócił już z powrotem, w celu odwiezienia reszty Fabregas spytał Pique:
-Mogę zostać?
-Pewnie. Zostań.
-Dziękuję! Jesteś najlpsiejszym przyjacielem na ziemi! Lepsiejszego nie znajdę! Gdyby nie ty znowu spędziłbym wieczór z piwem w ręku przed telewizorem.
-No i spędzisz, ale będziesz z nami. -powiedział Gerard i wcisnął piwo przyjacielowi i mi.
-To co może Kac Vegas? -zaproponowałam.
Po chwili siedzieliśmy na kanapie z czipsami i piwem oglądając komedie.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Rozdział 3.
Jechaliśmy szybko a że ze stadionu do domu Piquenbauera nie było daleko to zajechaliśmy w expresowym tempie. Wpadliśmy do domu z dzikimi krzykami.
-Zostaw moje włosy, debilu. Wiem, że mi zazdrościsz!- krzyczał Puyol na mnie.
-Pff... Ja zazdroszczę?! Tobie?! I to jeszcze włosów?! Dobre sobie! - darłam się.
-Ja i tak mam najładniejsze włosy z was wszystkich! - odpowiedział głos z głębi domu.
-Tak kochanie, ty masz przepiękne włosy. -odezwał się Gerard.
-Shaki ty wiesz, że twój kochany mężulek organizuje dzisiaj imprezę? -zapytałam.
-Geri, znowu? Znowu będziemy sprzątać z Veronicą?- spytała Kolumbijka.
-Aaaa, czekaj! Ja już załatwiłam ekipę sprzątającą! Więc się nie martw.
-Ekipę? Jaką?
-A taką! Alexis, Song, Tello i Pinto!
-Takie sprzątaczki to ja rozumiem! Poczekaj przygotuję im takie sweet fartuszki!
- Czekaj! Idę z tobą!
I poszliśmy do kuchni.
***FABREGAS***
Jejku! Jaka ona jest śliczna! Wykonując najprostsze czynności jest seksowna! Każdy jej ruch przyprawia mnie o dreszcze. Chciałbym ją mieć w ramionach i nigdy bym nie wypuścił. Jest najwspanialszą kobietą na świecie. No i pytałem Pique co to była za akcja z Sanchezem i Nicą, okazało się, że młody chce ją zaprosić na randkę.
-Cesc! Możesz ruszyć tą swoją szanowną dupencję tu do mnie.?
-Już lecę! -zwlokłem się z kanapy i ruszyłem w stronę kuchni -Słucham, jestem cały twój w tym momencie.
-Tak jesteś cały mój...
-O, i to mi się podoba!
-Jejku! Nie o to mi chodziło! Ty już głupieć na starość zaczynasz!
-Dobra, dobra słucham księżniczko.
-Więc tak książę, na ostatniej imprezie Iniesta z Xavim schlali się i jeden pieprzył, że jest wróżką a drugi księżniczką. Niby tacy grzeczni i w ogóle, a jak się schlają to naprawdę! Jakbyś mógł i był w miarę trzeźwy to przypilnuj tę dwójkę, bo ja znając życie będę musiała pilnować Alvesa i Neya. Ney i Dani to mieszanka wybuchowa! Okey? Przypilnujesz ich?
-Się robi piękna!- powiedziałem i delikatnie musnąłem wargami jej policzek.
***NICA***
Jeju, Fabs mnie pocałował. 15:00. Jeszcze 3 godziny do imprezy. Ubrałam się w to. i zeszłam na dół pomagać Shaki w przygotowaniach do imprezy. Geri ogłosić imprezę potrafi, gorzej z organizacją. Poznosiliśmy miseczki z przekąskami, piwo, mocniejszy alkohol, szklanki, kieliszki, talerze itp.
A piłkarzyny nawet nie pomogły!
-Casillas broń te gówno! - krzyczał Fabregas, co znaczyło, że w Fifę wybrał Real.
-Dawaj Ramsey! Drewno! -bulwersował się Puyi.
Była 17:30,więc goście zaczęli się już powoli schodzić. Pierwszą osobą która przybyła była odpowiedzialna za drinki.
-Daaaani!
-O Jezus...- westchnął i przewrócił teatralnie oczami. - Nica! -krzyknąłpo chwili namysłu i rzucił mi się na szyję.
-Chodź! Rozkładaj się tutaj! -powiedziałam i wskazałam ręką miejsce za stołem.
-Mistrz drinków zaczyna pracę! -uśmiechnął się.
W domu po raz kolejny rozległ się dzwonek do drzwi.
-Kogo tu do nas niesie? -zawołał Pique.
-To byś ruszył szanowny tyłek i zobaczył!- odpowiedziała Shakira
-Nicaa! Idź przyjmij gościa!
Nie odezwałam się i ruszyłam w stronę drzwi.
-Party hard! -wbiegł do domu Pinto, oblewając wszystkich szampanem.
-Sorry, nie dało się odwieść go od tego pomysłu. -tłumaczył się za niego Xavi.
-Jeju! Impreza się nie zaczęła, a już syf! -krzyczała Shakira biegając z mopem w ręku.
Znowu dzwonek.
-Siemanko. -do środka wszedł Iniesta i Anna oraz Messi i Antonella.
-A no witam, witam. -przywitałam się.
Poszłam razem z nimi, a resztę gości przyjmowała Shakira.
-Anto, a ty masz zamiar w tym stanie pić alkohol? -spytałam i kiwnęłam głową w stronę zaokrąglonego już brzuszka.
-Za dużo czasu z Leo spędzasz, kochana. Już nawet gadasz jak on.Ciąża to nie choroba, przypominam. I nie, nie będę piła. -zaśmiała się dziewczyna La Pulgi.
-Oj tam, nie przesadzaj! My się tylko o ciebie troszczymy! -wtrącił swoje 3 grosze Messi.
Nagle ni z stąd ni z zowąd przed nami pojawił się Dani z kolorowymi napojami w dłoniach. Wypiłam. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii.
-Zatańczysz? -szepnął mi do ucha.
-Z tobą o każdej porze dnia i nocy -również wyszeptałam i obdarzyłam go szerokim uśmiechem.
W pewnym momencie Cescy pochylił się nade mną. Czułam jego oddech na swojej twarzy. Nachylił się bardziej i...
-Kurwa! Nie, no zajebiście! -zdenerwowałam się, bo zgasło światło. Cesc już miał mnie pocałować, byłaby to najlepsza chwila w moim życiu, ale nie zabrakło prądu!
-Nicuś, nie przeklinaj! -powiedział Cesc.
-Bo, niby co?
-Bo, nie lubię jak dziewczyna przeklina!
-No to masz kurwa problem. -opowiedziałam z powagą.
-Dobra, dawaj buziaka.
Kiwnęłam twierdząco głową, a po chwili czułam jego wargi na swoich. Całował najpierw delikatnie, a potem coraz zachłanniej i namiętniej, jakby jutro kończył się świat. Było cudownie. W domu paliły się dziesiątki świeczek. Było romantycznie.
-Nicaaa! -krzyczał Valdes z salonu.
-Sorki, ale rola niani wzywa, haha. Pamiętasz? Miałeś pilnować Xaviego i Andresa.
-Już lecę do dzieci, bejbeee. -zachichotał
Zapaliło się światło, a w głośnikach płynęła ta piosenka
***
-Co żeś już rozwalił Valdes? -zapytałam ze śmiechem.
-No, no ja... To wina Bartry! -tłumaczył się
-Tak kurwa najlepiej zwalić na mnie! A kto tym próbował żonglować?! -oburzył się obrońca.
-Ale to ty mi podsunąłeś mi ten pomysł!
-Dobra, ogar! Valdes jesteś durnym, niemyślącym ćwokiem, z resztą ty też Bartra. -próbowałam uspokoić piłkarzy.
-A kto to posprząta? -dopytywał się Victor.
-Na pewno nie ja! -krzyczał Marc.
-Pierdolę! Nie sprzątam! Wy rozjebaliście ten wazon, to wy go teraz ładnie posprzątacie! -krzyknęłam i wyszłam z łazienki.
-Drinka, mała? -wyrósł przede mną Dani.
-Pewnie, duży. -powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
*** PIQUE***
Wszedłem do kuchni. Na stole leżał nachlany Alves, po którym markerem pisała Nica.
-Co ty robisz? -zapytałem ze śmiechem.
-Zamknij się, kurwa. Dzieło się tworzy. -wysyczała przez zęby.
-Co tam bazgrzesz? -nie czekając na odpowiedź zajrzałem siostrze przez ramię. Na czole widniał napis "Jestem głupią mendą", wąsy i brwi.
-To niezmywalny marker? -zapytałem.
-Nie. -zaśmiała się dziewczyna.
-A w ogóle to czemu tu stoi pełno kieliszków, Dani jest najebany, a ty nie? -dopytywałem.
-Bo ten oto geniusz założył się za mną, że wypije więcej ode mnie. A że ja nauczyłam się udawać picie, to ten głupek nachlał się w cztery dupy, a zakład i tak przegrał. -znowu zachichotała.
-Durnie! -rzuciłem na odchodne.
***NICA***
-Faaabreeeegaaaaas! -krzyknęłam.
-Do dyspozycji. -obdarował mnie swoim czarującym uśmiechem.
-Tak, tak lowelasie.-zachichotałam -Ciągniemy te wywłoki na górę do pokoju gościnnego, okey?
-Ty za ręce, ja za nogi! Łap!
Jak powiedział, tak zrobiliśmy.
-Jestem księżniczka Xavi i jeżdżę na tęczowym jednorożcu! Rozkazuję wam mnie puścić! -odezwał się Hernández.
-Zamknij się Hernandez. Jak ty księżniczka to ja nigdy nie przeklęłam. -zaśmiałam się.
Położyliśmy Xaviego na łóżku i wróciliśmy po Andresa.
-Jestem wróżką!
-Sruszką, kurwa! Mówiłam ci Cesc, że będą pierdolić niestworzone rzeczy.
-Nie przesadzaj! Są zabawni. -stwierdził pomocnik.
-Chodź zaniesiemy jeszcze Daniego, bo też nie jest w najlepszym stanie. -zaproponowałam.
Weszliśmy do kuchni i zdjęliśmy Alvesa z krzesła.
-To ty to napisałaś? -zapytał Fabregas
-Nie, no co ty geniuszu? -śmiałam się.
-Tego też do gościnnego? Tam już nie ma łóżek. -stwierdziła blaugranowa "4"
-Ale jest podłoga. Ja pieprze ile on je?! -mężczyzna choć wyglądana wysportowanego, waży naprawdę dużo.
-Nica, co ja ci mówiłem o przeklinaniu? -upomniał mnie.
-Że bardzo lubisz jak dziewczyny przeklinają. I to takie sexy.
-Ty jesteś sexy! -zaśmiał się.
-I'm sexy and i'm know it!
Zaczęliśmy się chichrać.
-Co się dzieje do cholery jasnej? -wymamrotał Alves.
-Ciiii.... Śpij, śpij. -wyszeptałam.
Na parterze zaczepiłam o coś nogą.
-Kurwa! Kto jest na tyle inteligentny i śpi w holu na podłodze! -wydarłam się.
-Co się dzieje? -zapytał zdezorientowany Tello, który dostał trampkiem w brzuch.
-Zapierdalaj do pokoju, ale już! -zaśmiałam się.
-A co z tą wywłoką? -spytał Cesc.
-Razem z Cristianem do pokoju, i tyle. -rozkazałam.
-Dobra, ja też pójdę spać. Zmęczona jestem. Powiedz wszystkim, że śpię. -zadeklarowałam.
-Ok, dobranoc.-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Oj, bo się zawstydzę. -zaśmiałam się.
Zamknęłam się w pokoju i wsunęłam się pod kołdrę. Wykonałam jeszcze SMS.
"Siema, mordo! Czemu nie było cię na imprezie?"
-Zostaw moje włosy, debilu. Wiem, że mi zazdrościsz!- krzyczał Puyol na mnie.
-Pff... Ja zazdroszczę?! Tobie?! I to jeszcze włosów?! Dobre sobie! - darłam się.
-Ja i tak mam najładniejsze włosy z was wszystkich! - odpowiedział głos z głębi domu.
-Tak kochanie, ty masz przepiękne włosy. -odezwał się Gerard.
-Shaki ty wiesz, że twój kochany mężulek organizuje dzisiaj imprezę? -zapytałam.
-Geri, znowu? Znowu będziemy sprzątać z Veronicą?- spytała Kolumbijka.
-Aaaa, czekaj! Ja już załatwiłam ekipę sprzątającą! Więc się nie martw.
-Ekipę? Jaką?
-A taką! Alexis, Song, Tello i Pinto!
-Takie sprzątaczki to ja rozumiem! Poczekaj przygotuję im takie sweet fartuszki!
- Czekaj! Idę z tobą!
I poszliśmy do kuchni.
***FABREGAS***
Jejku! Jaka ona jest śliczna! Wykonując najprostsze czynności jest seksowna! Każdy jej ruch przyprawia mnie o dreszcze. Chciałbym ją mieć w ramionach i nigdy bym nie wypuścił. Jest najwspanialszą kobietą na świecie. No i pytałem Pique co to była za akcja z Sanchezem i Nicą, okazało się, że młody chce ją zaprosić na randkę.
-Cesc! Możesz ruszyć tą swoją szanowną dupencję tu do mnie.?
-Już lecę! -zwlokłem się z kanapy i ruszyłem w stronę kuchni -Słucham, jestem cały twój w tym momencie.
-Tak jesteś cały mój...
-O, i to mi się podoba!
-Jejku! Nie o to mi chodziło! Ty już głupieć na starość zaczynasz!
-Dobra, dobra słucham księżniczko.
-Więc tak książę, na ostatniej imprezie Iniesta z Xavim schlali się i jeden pieprzył, że jest wróżką a drugi księżniczką. Niby tacy grzeczni i w ogóle, a jak się schlają to naprawdę! Jakbyś mógł i był w miarę trzeźwy to przypilnuj tę dwójkę, bo ja znając życie będę musiała pilnować Alvesa i Neya. Ney i Dani to mieszanka wybuchowa! Okey? Przypilnujesz ich?
-Się robi piękna!- powiedziałem i delikatnie musnąłem wargami jej policzek.
***NICA***
Jeju, Fabs mnie pocałował. 15:00. Jeszcze 3 godziny do imprezy. Ubrałam się w to. i zeszłam na dół pomagać Shaki w przygotowaniach do imprezy. Geri ogłosić imprezę potrafi, gorzej z organizacją. Poznosiliśmy miseczki z przekąskami, piwo, mocniejszy alkohol, szklanki, kieliszki, talerze itp.
A piłkarzyny nawet nie pomogły!
-Casillas broń te gówno! - krzyczał Fabregas, co znaczyło, że w Fifę wybrał Real.
-Dawaj Ramsey! Drewno! -bulwersował się Puyi.
Była 17:30,więc goście zaczęli się już powoli schodzić. Pierwszą osobą która przybyła była odpowiedzialna za drinki.
-Daaaani!
-O Jezus...- westchnął i przewrócił teatralnie oczami. - Nica! -krzyknąłpo chwili namysłu i rzucił mi się na szyję.
-Chodź! Rozkładaj się tutaj! -powiedziałam i wskazałam ręką miejsce za stołem.
-Mistrz drinków zaczyna pracę! -uśmiechnął się.
W domu po raz kolejny rozległ się dzwonek do drzwi.
-Kogo tu do nas niesie? -zawołał Pique.
-To byś ruszył szanowny tyłek i zobaczył!- odpowiedziała Shakira
-Nicaa! Idź przyjmij gościa!
Nie odezwałam się i ruszyłam w stronę drzwi.
-Party hard! -wbiegł do domu Pinto, oblewając wszystkich szampanem.
-Sorry, nie dało się odwieść go od tego pomysłu. -tłumaczył się za niego Xavi.
-Jeju! Impreza się nie zaczęła, a już syf! -krzyczała Shakira biegając z mopem w ręku.
Znowu dzwonek.
-Siemanko. -do środka wszedł Iniesta i Anna oraz Messi i Antonella.
-A no witam, witam. -przywitałam się.
Poszłam razem z nimi, a resztę gości przyjmowała Shakira.
-Anto, a ty masz zamiar w tym stanie pić alkohol? -spytałam i kiwnęłam głową w stronę zaokrąglonego już brzuszka.
-Za dużo czasu z Leo spędzasz, kochana. Już nawet gadasz jak on.Ciąża to nie choroba, przypominam. I nie, nie będę piła. -zaśmiała się dziewczyna La Pulgi.
-Oj tam, nie przesadzaj! My się tylko o ciebie troszczymy! -wtrącił swoje 3 grosze Messi.
Nagle ni z stąd ni z zowąd przed nami pojawił się Dani z kolorowymi napojami w dłoniach. Wypiłam. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii.
-Zatańczysz? -szepnął mi do ucha.
-Z tobą o każdej porze dnia i nocy -również wyszeptałam i obdarzyłam go szerokim uśmiechem.
W pewnym momencie Cescy pochylił się nade mną. Czułam jego oddech na swojej twarzy. Nachylił się bardziej i...
-Kurwa! Nie, no zajebiście! -zdenerwowałam się, bo zgasło światło. Cesc już miał mnie pocałować, byłaby to najlepsza chwila w moim życiu, ale nie zabrakło prądu!
-Nicuś, nie przeklinaj! -powiedział Cesc.
-Bo, niby co?
-Bo, nie lubię jak dziewczyna przeklina!
-No to masz kurwa problem. -opowiedziałam z powagą.
-Dobra, dawaj buziaka.
Kiwnęłam twierdząco głową, a po chwili czułam jego wargi na swoich. Całował najpierw delikatnie, a potem coraz zachłanniej i namiętniej, jakby jutro kończył się świat. Było cudownie. W domu paliły się dziesiątki świeczek. Było romantycznie.
-Nicaaa! -krzyczał Valdes z salonu.
-Sorki, ale rola niani wzywa, haha. Pamiętasz? Miałeś pilnować Xaviego i Andresa.
-Już lecę do dzieci, bejbeee. -zachichotał
Zapaliło się światło, a w głośnikach płynęła ta piosenka
***
-Co żeś już rozwalił Valdes? -zapytałam ze śmiechem.
-No, no ja... To wina Bartry! -tłumaczył się
-Tak kurwa najlepiej zwalić na mnie! A kto tym próbował żonglować?! -oburzył się obrońca.
-Ale to ty mi podsunąłeś mi ten pomysł!
-Dobra, ogar! Valdes jesteś durnym, niemyślącym ćwokiem, z resztą ty też Bartra. -próbowałam uspokoić piłkarzy.
-A kto to posprząta? -dopytywał się Victor.
-Na pewno nie ja! -krzyczał Marc.
-Pierdolę! Nie sprzątam! Wy rozjebaliście ten wazon, to wy go teraz ładnie posprzątacie! -krzyknęłam i wyszłam z łazienki.
-Drinka, mała? -wyrósł przede mną Dani.
-Pewnie, duży. -powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
*** PIQUE***
Wszedłem do kuchni. Na stole leżał nachlany Alves, po którym markerem pisała Nica.
-Co ty robisz? -zapytałem ze śmiechem.
-Zamknij się, kurwa. Dzieło się tworzy. -wysyczała przez zęby.
-Co tam bazgrzesz? -nie czekając na odpowiedź zajrzałem siostrze przez ramię. Na czole widniał napis "Jestem głupią mendą", wąsy i brwi.
-To niezmywalny marker? -zapytałem.
-Nie. -zaśmiała się dziewczyna.
-A w ogóle to czemu tu stoi pełno kieliszków, Dani jest najebany, a ty nie? -dopytywałem.
-Bo ten oto geniusz założył się za mną, że wypije więcej ode mnie. A że ja nauczyłam się udawać picie, to ten głupek nachlał się w cztery dupy, a zakład i tak przegrał. -znowu zachichotała.
-Durnie! -rzuciłem na odchodne.
***NICA***
-Faaabreeeegaaaaas! -krzyknęłam.
-Do dyspozycji. -obdarował mnie swoim czarującym uśmiechem.
-Tak, tak lowelasie.-zachichotałam -Ciągniemy te wywłoki na górę do pokoju gościnnego, okey?
-Ty za ręce, ja za nogi! Łap!
Jak powiedział, tak zrobiliśmy.
-Jestem księżniczka Xavi i jeżdżę na tęczowym jednorożcu! Rozkazuję wam mnie puścić! -odezwał się Hernández.
-Zamknij się Hernandez. Jak ty księżniczka to ja nigdy nie przeklęłam. -zaśmiałam się.
Położyliśmy Xaviego na łóżku i wróciliśmy po Andresa.
-Jestem wróżką!
-Sruszką, kurwa! Mówiłam ci Cesc, że będą pierdolić niestworzone rzeczy.
-Nie przesadzaj! Są zabawni. -stwierdził pomocnik.
-Chodź zaniesiemy jeszcze Daniego, bo też nie jest w najlepszym stanie. -zaproponowałam.
Weszliśmy do kuchni i zdjęliśmy Alvesa z krzesła.
-To ty to napisałaś? -zapytał Fabregas
-Nie, no co ty geniuszu? -śmiałam się.
-Tego też do gościnnego? Tam już nie ma łóżek. -stwierdziła blaugranowa "4"
-Ale jest podłoga. Ja pieprze ile on je?! -mężczyzna choć wyglądana wysportowanego, waży naprawdę dużo.
-Nica, co ja ci mówiłem o przeklinaniu? -upomniał mnie.
-Że bardzo lubisz jak dziewczyny przeklinają. I to takie sexy.
-Ty jesteś sexy! -zaśmiał się.
-I'm sexy and i'm know it!
Zaczęliśmy się chichrać.
-Co się dzieje do cholery jasnej? -wymamrotał Alves.
-Ciiii.... Śpij, śpij. -wyszeptałam.
Na parterze zaczepiłam o coś nogą.
-Kurwa! Kto jest na tyle inteligentny i śpi w holu na podłodze! -wydarłam się.
-Co się dzieje? -zapytał zdezorientowany Tello, który dostał trampkiem w brzuch.
-Zapierdalaj do pokoju, ale już! -zaśmiałam się.
-A co z tą wywłoką? -spytał Cesc.
-Razem z Cristianem do pokoju, i tyle. -rozkazałam.
-Dobra, ja też pójdę spać. Zmęczona jestem. Powiedz wszystkim, że śpię. -zadeklarowałam.
-Ok, dobranoc.-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Oj, bo się zawstydzę. -zaśmiałam się.
Zamknęłam się w pokoju i wsunęłam się pod kołdrę. Wykonałam jeszcze SMS.
"Siema, mordo! Czemu nie było cię na imprezie?"
niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 2.
-Cesc!- krzyknęłam uradowana i rzuciłam się mu na szyję.
-No ja,a co?- odpowiedział głupkowato.
-Dureń!-skwitowałam.
-Ale i tak mnie kochasz!
-Marzenia.
***ALEXIS***
-Nica mogę cię prosić na chwilkę?- spytałem nieśmiało. Dziewczyna pokiwała głową potwierdzająco. Chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem za sobą. Nie ukrywała swojego zaskoczenia. Znaliśmy się odkąd pojawiłem się w klubie. Zakochałem się.To była miłość od pierwszego wejrzenia, ale dopiero teraz odważyłem się jej to hmmm... zasugerować. Tak, można tak to nazwać.
-O co chodzi?- wyrwała mnie z zamyśleń.
-Więc,masz plany na sobotę?- zapytałem.
-Nie, jak na razie nie-odpowiedziała tak jakby się niczego nie spodziewała.
-Eeee... może chciałaby...-nie skończyłem,bo przerwał mi Pique. Stanął na przeciwko mnie tym samym zasłaniając ciałem Nicę.:
-Młody,co ja ci mówiłem o podrywaniu sióstr kolegów z drużyny? Już to przerabialiśmy!
-Siostry przyjaciół są nietykalne, tak wiem. -odpowiedziałem skruszony.
- Dobra, dobra tobie zrobię wyjątek. Skończcie to co macie skończyć, ale bez całowania mi tutaj,jasne?! Obserwuje was.- skwitował to uśmiechem, który zaraz przerwał grymas. Zarobił kuksańca pod żebro. Pique odszedł,więc mogłem skończyć.
-Czy chciałabyś iść w sobotę do kina? Proszę!- zrobiłem słodkie oczka
-Pewnie!- uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. Nigdy nie umyję tego miejsca.
-Będę u ciebie o 16:00- rzuciłem, gdy odchodziła.
***NICA***
Alexis zaprosił mnie na hmmm... randkę.Zgodziłam się, bo nie chciałam mu robić przykrości, ale też nie chcę mu robić nadziei. Trening się zaczął, a ja podeszłam do Taty.
-Dzień dobry trenerze.Czy mogłabym zagrać dzisiaj z chłopakami?
-Dzień dobry Veronico. Ja się zgadzam, ale nie wiem jak chłopcy. Poczekaj zaraz ich zawołam
i się ich spytasz. Dobrze?
-Dobrze trenerze. -odpowiedziałam.
-Chłopcy! Do mnie!- krzyknął Martino w stronę murawy. Cały skład podbiegł posłusznie do
trenera.
-Trenerze, mógłby nas trener nie nazywać "chłopcy"- zapytał Xavi.
-Przepraszam bardzo, ale mężczyznami to ja was nazwać nie mogę.- uśmiechnął się Tata.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne! -stwierdził ironicznie Valdes.
-A teraz powód dla, którego was zwołałem. Nica chciałaby wam coś powiedzieć.- wtrącił
Gerardo Martino.
-Chłoooopcyyyy.Mogę z wami dzisiaj zagrać? Proszę!- spytałam słodko.
-Jak jeszce raz nas nazwiesz "chłopcy" to nie, nie możesz.- Zaśmiał się Puyol.
-Dobra, dobra nie będę! To mogę?
-Możesz, możesz -udzielił się Alba i puścił do mnie oczko.
Po pięciu minutach na nogach miałam już korki. Po przebiegnięciu 100 kółeczek (ja biegałam
10 haha) podzieliśmy się na dwie drużyny. Ja byłam z: Valdesem, Albą, Bartrą, Puyolem, Pique,
Alvesem, Alexisem, Fabregasem i Pedro. Druga drużyna składała się z Pinto, Xaviego,
Iniesty, Songa, Messiego, Seriego Roberto, Tello, Adriano, Besquetsa i Neymara. Po 10 minutach wynik
był na korzyść drużyny przeciwnej. 1:0. Nie minęło dużo czasu, a wygrywaliśmy 2:1 po golu
Mister Fabregasa przy, którym asystowałam i golu Alvesa. Przed sparingiem umówiliśmy się,
że drużyna przegrana gotuje obiad dla drużyny wygranej. Końcowym wynikiem było 4:2 dla nas.
W naszej drużynie gole jeszcze strzelił Pedro i ja! Strzeliłam z obrony, fajnie, nie?
A w tamtej drużynie drugiego gola strzelił Ney. W drodze do szatni krzyknęłam:
-To co nam gotujecie na obiad bejbsy?
-Hahaha, no właśnie co?- zaciekawił się Sergi Roberto.
-Lubicie zapiekanki z mikrofalówki?- zaśmiał Song.
-Lubimy!- zakrzyknęliśmy zgodnie.
-To git!
W szatni śpiewaliśmy "Cant Del Barca". Gdzie nie spojrzałam tam goły kaloryfer! Mogli by mnie tak otaczać codziennie. Nagle nie czułam już gruntu pod nogami. Obróciłam głowę i obaczyłam, że zostałam niesiona przez chłopców, anie przepraszam "mężczyzn", w stronę eee... prysznica?! Po jaką cholerę oni mnie tam niosą?! Po minucie stałam zamknięta pod prysznicem zimną wodą. Gdy dowiem się kto to zrobił już nie żyje! Pique gdy zobaczył moją minę zabójcy, otworzył drzwi do kabiny i podał mi rękę. Mocnym pociągnięciem pociągnęłam go do siebie, by potem uciec spod prysznica i zamknąć go.
-Tak to jest jak się zadziera z Veronicą Pique! Hahaha! -zaśmiałam się szyderczo. -Kogoś jeszcze tam wpakować?
Nikt się nie odezwał. Nie to nie, ich strata.Gdy Gerard wygramolił się z maszyny myjącej, zapowiedział:
-Ludziska! Impreza, u mnie, 18:00, przynosicie alkohol, z partnerkami lub bez-opcja dowolna.Alves możesz robić te swoje drinki, tylko alkohol przynosisz swój. Jasne?!
-Tak, a kto będzie potem sprzątał to pobojowisko? Znowu ja i Shaki?!- odparłam.
-Ja ci pomogę- krzyknął Alexis.-I ja,ja też, no i ja!- krzyczeli inni.
-O nie, nie , nie, nie ja sprzątać tego nie będę, ale skoro wy macie tyle zapału do pracy, to wy to posprzątacie! Hahaha! Powiem dla Shakiry,że mamy wolne!-śmiałam się.
Nikt się nie odezwał, było słychać tylko pomruki.
-Dobra to my spadamy! Do zobaczenia o 18:00!- pożegnali się Valdes i Pinto.
-Pique możemy jechać do ciebie? Nudzi nam się w domu, więc pomyśleliśmy z Ceskiem, że wpadniemy do ciebie na Fifę, ok? Od razu zostaniemy i pomożemy z imprezą -przymilał się kapitan Bluagrany.
-Okey! No to co jedziemy! Nica ruszaj ten swój opasły tyłek!- mówił Geri.
- Spierdalaj staruchu! -odgryzłam się.
Doszliśmy do samochody w czterech. Wcisnęliśmy się do samochodu i ruszyliśmy.
---------------------------------------------------------------------------------------
-No ja,a co?- odpowiedział głupkowato.
-Dureń!-skwitowałam.
-Ale i tak mnie kochasz!
-Marzenia.
***ALEXIS***
-Nica mogę cię prosić na chwilkę?- spytałem nieśmiało. Dziewczyna pokiwała głową potwierdzająco. Chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem za sobą. Nie ukrywała swojego zaskoczenia. Znaliśmy się odkąd pojawiłem się w klubie. Zakochałem się.To była miłość od pierwszego wejrzenia, ale dopiero teraz odważyłem się jej to hmmm... zasugerować. Tak, można tak to nazwać.
-O co chodzi?- wyrwała mnie z zamyśleń.
-Więc,masz plany na sobotę?- zapytałem.
-Nie, jak na razie nie-odpowiedziała tak jakby się niczego nie spodziewała.
-Eeee... może chciałaby...-nie skończyłem,bo przerwał mi Pique. Stanął na przeciwko mnie tym samym zasłaniając ciałem Nicę.:
-Młody,co ja ci mówiłem o podrywaniu sióstr kolegów z drużyny? Już to przerabialiśmy!
-Siostry przyjaciół są nietykalne, tak wiem. -odpowiedziałem skruszony.
- Dobra, dobra tobie zrobię wyjątek. Skończcie to co macie skończyć, ale bez całowania mi tutaj,jasne?! Obserwuje was.- skwitował to uśmiechem, który zaraz przerwał grymas. Zarobił kuksańca pod żebro. Pique odszedł,więc mogłem skończyć.
-Czy chciałabyś iść w sobotę do kina? Proszę!- zrobiłem słodkie oczka
-Pewnie!- uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. Nigdy nie umyję tego miejsca.
-Będę u ciebie o 16:00- rzuciłem, gdy odchodziła.
***NICA***
Alexis zaprosił mnie na hmmm... randkę.Zgodziłam się, bo nie chciałam mu robić przykrości, ale też nie chcę mu robić nadziei. Trening się zaczął, a ja podeszłam do Taty.
-Dzień dobry trenerze.Czy mogłabym zagrać dzisiaj z chłopakami?
-Dzień dobry Veronico. Ja się zgadzam, ale nie wiem jak chłopcy. Poczekaj zaraz ich zawołam
i się ich spytasz. Dobrze?
-Dobrze trenerze. -odpowiedziałam.
-Chłopcy! Do mnie!- krzyknął Martino w stronę murawy. Cały skład podbiegł posłusznie do
trenera.
-Trenerze, mógłby nas trener nie nazywać "chłopcy"- zapytał Xavi.
-Przepraszam bardzo, ale mężczyznami to ja was nazwać nie mogę.- uśmiechnął się Tata.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne! -stwierdził ironicznie Valdes.
-A teraz powód dla, którego was zwołałem. Nica chciałaby wam coś powiedzieć.- wtrącił
Gerardo Martino.
-Chłoooopcyyyy.Mogę z wami dzisiaj zagrać? Proszę!- spytałam słodko.
-Jak jeszce raz nas nazwiesz "chłopcy" to nie, nie możesz.- Zaśmiał się Puyol.
-Dobra, dobra nie będę! To mogę?
-Możesz, możesz -udzielił się Alba i puścił do mnie oczko.
Po pięciu minutach na nogach miałam już korki. Po przebiegnięciu 100 kółeczek (ja biegałam
10 haha) podzieliśmy się na dwie drużyny. Ja byłam z: Valdesem, Albą, Bartrą, Puyolem, Pique,
Alvesem, Alexisem, Fabregasem i Pedro. Druga drużyna składała się z Pinto, Xaviego,
Iniesty, Songa, Messiego, Seriego Roberto, Tello, Adriano, Besquetsa i Neymara. Po 10 minutach wynik
był na korzyść drużyny przeciwnej. 1:0. Nie minęło dużo czasu, a wygrywaliśmy 2:1 po golu
Mister Fabregasa przy, którym asystowałam i golu Alvesa. Przed sparingiem umówiliśmy się,
że drużyna przegrana gotuje obiad dla drużyny wygranej. Końcowym wynikiem było 4:2 dla nas.
W naszej drużynie gole jeszcze strzelił Pedro i ja! Strzeliłam z obrony, fajnie, nie?
A w tamtej drużynie drugiego gola strzelił Ney. W drodze do szatni krzyknęłam:
-To co nam gotujecie na obiad bejbsy?
-Hahaha, no właśnie co?- zaciekawił się Sergi Roberto.
-Lubicie zapiekanki z mikrofalówki?- zaśmiał Song.
-Lubimy!- zakrzyknęliśmy zgodnie.
-To git!
W szatni śpiewaliśmy "Cant Del Barca". Gdzie nie spojrzałam tam goły kaloryfer! Mogli by mnie tak otaczać codziennie. Nagle nie czułam już gruntu pod nogami. Obróciłam głowę i obaczyłam, że zostałam niesiona przez chłopców, anie przepraszam "mężczyzn", w stronę eee... prysznica?! Po jaką cholerę oni mnie tam niosą?! Po minucie stałam zamknięta pod prysznicem zimną wodą. Gdy dowiem się kto to zrobił już nie żyje! Pique gdy zobaczył moją minę zabójcy, otworzył drzwi do kabiny i podał mi rękę. Mocnym pociągnięciem pociągnęłam go do siebie, by potem uciec spod prysznica i zamknąć go.
-Tak to jest jak się zadziera z Veronicą Pique! Hahaha! -zaśmiałam się szyderczo. -Kogoś jeszcze tam wpakować?
Nikt się nie odezwał. Nie to nie, ich strata.Gdy Gerard wygramolił się z maszyny myjącej, zapowiedział:
-Ludziska! Impreza, u mnie, 18:00, przynosicie alkohol, z partnerkami lub bez-opcja dowolna.Alves możesz robić te swoje drinki, tylko alkohol przynosisz swój. Jasne?!
-Tak, a kto będzie potem sprzątał to pobojowisko? Znowu ja i Shaki?!- odparłam.
-Ja ci pomogę- krzyknął Alexis.-I ja,ja też, no i ja!- krzyczeli inni.
-O nie, nie , nie, nie ja sprzątać tego nie będę, ale skoro wy macie tyle zapału do pracy, to wy to posprzątacie! Hahaha! Powiem dla Shakiry,że mamy wolne!-śmiałam się.
Nikt się nie odezwał, było słychać tylko pomruki.
-Dobra to my spadamy! Do zobaczenia o 18:00!- pożegnali się Valdes i Pinto.
-Pique możemy jechać do ciebie? Nudzi nam się w domu, więc pomyśleliśmy z Ceskiem, że wpadniemy do ciebie na Fifę, ok? Od razu zostaniemy i pomożemy z imprezą -przymilał się kapitan Bluagrany.
-Okey! No to co jedziemy! Nica ruszaj ten swój opasły tyłek!- mówił Geri.
- Spierdalaj staruchu! -odgryzłam się.
Doszliśmy do samochody w czterech. Wcisnęliśmy się do samochodu i ruszyliśmy.
---------------------------------------------------------------------------------------
czwartek, 21 listopada 2013
Prolog i za razem pierwszy rozdział.
-Wstawaj marna piłkarzyno!- wydzierałam się nad łóżkiem Pique i Shaki.
-Czego chcesz młoda?!- wymamrotał pod nosem obrońca Dumy Katalonii.
- Na trening się spóźnisz!- krzyknęłam.
-Cicho bądź...- odpowiedział.
-Tak się bawimy?! Aha! Nie chcesz wstawać jak cię proszę to nie! Zaraz wstaniesz z przymusu zgredzie!
Zbiegłam ekspresowo po schodach do kuchni i nalałam zimnej wody do dużego kubka.
-Tak się bawimy. Pożałuje, że nie chciał teraz wstawać.- mówiłam sama do siebie.
Weszłam do sypialni na palcach tym razem. Pochyliłam się nad Gerim i ...
-Nica ty debilko! Chciałaś, żebym na zawał zszedł!- wydzierał się mokry piłkarz. W tym momencie spojrzał na zegarek. - Czemu nic nie mówisz przygłupie! Za pięć minut mam trening! Nie chcę biegać karnych kółek!
-Tak, najlepiej zwalić na mnie.- pomyślałam.
Patrzałam na Pique wciągającego jedną nogawkę od szarych rurek. Zbiegł po schodach w nie zapiętych spodniach.
-Kanapki masz na stole, braciszku!- wydarłam się na cały dom. Po czym zbiegłam po schodach. - Jadę z tobą na trening!
-Dobra, jedź. Bo z tobą dyskusja to na prawdę...
-Spadaj ciole!
Wyszliśmy zostawiając Shakirę z płaczącym Milankiem. Dziecko rozpłakało się po moich i Geriego krzykach. Upsss!
-Masz mi nie podrywać nikogo! - powiedział Pique szczerząc się nie miłosiernie.
- Czego się szczerzysz głupku? Co ja poradzę, że jestem taka piękna? Jestem taka cud, miód i orzeszki. To oni na mnie lecą.- zaśmiałam się
-Jedyną rzeczą która na ciebie leci to śnieg. Brzydalu!- po tych słowach Gerard zachichotał.
-Ja się dziwię czemu Shakira za ciebie wyszła. Mogła mieć każdego, ale nie! Wybrała marnego piłkarza, wyglądającego jak dziad!- zaśmiałam się w głos.
- Wal się Nica!- odpowiedział.
Tak wyglądała nasza rozmowa podczas jazdy na Camp Nou. Rozmawiamy tak codziennie. Osoby trzecie pomyślałyby, że jesteśmy największymi wrogami. Ale jest zupełnie na odwrót. Kochamy się, wspieramy się. Tak, to prawda czasem się kłócimy, ale to tam szczegół. Gdy dojechaliśmy na stadion, byłą 10:15, czyli 15 minut od rozpoczęcia treningu!
- Nosz kurwa! Karne kółeczka! - zdenerwował się mój brat.
-Tak to jest jak się nie słucha siostry. - uśmiechnęłam się szyderczo.
-Dobra, zamknij się. -odwarknął.
Wbiegł oparzony do szatni.
A tobie co?- zapytał Puyol sznurując korki. - jest 9:20 a ty już tutaj? Dziwne, zazwyczaj się spóźniasz.
-Nica, chyba chcesz umrzeć w wieku 19 lat!- groził Pique.
-Durniu, a wiesz, że groźby są karalne?! Nie przestawiłam godziny w telefonie. No cóż...
-Ja ci zaraz dam no cóż, ja ci zaraz dam no cóż!- wykrzyknął Pique i zaczął mnie łaskotać. - Przez tą godzinę mogliśmy pomyśleć z Shaki o rodzeństwie dla Milanka!
Już tylko było słychać śmiech i wyzwiska od "zboczeńców" i "nie doruchanych obrośniętych dziadów". Było też słychać plask. Oznaczało to, że Puyi zrobił "facepalma". Skończyliśmy się chichrać i poszliśmy na murawę. Po pół godziny na Camp Nou zaczęły się schodzić znajome twarze.
-Nica! Mordeczka!- krzyknął Valdes. Biegł, biegł a na środku boiska wywalił się. Nasza trójeczka zrobiła zbiorowego facepalma.
-Spoko, spoko żyję! Korków nie zawiązałem- usprawiedliwiał się bramkarz Dumy Katalonii.
-Wiesz, jakoś ostatnio nie wiążesz korków. Tak coś zauważyłem, ciole.- wykrzyknął Pinto, który przyglądał się całemu wydarzeniu. -Nica! Kto z nas jest lepszym bramkarzem?- pokrzykiwał Pinto.
-Zaraz się przekonamy!- krzyknęłam i pobiegłam w stronę bramki. - No to kto staje pierwszy?!
-Ja, ja! -pokrzykiwali bramkarze.
Pierwszy stanął Pinto. Podpuszczenie, i gol!
-Hahaha, staruszku nie radzisz sobie!- śmiał się z Pinto Valdes.
-Taki mądry to sam stań na budzie. Sam wiesz jakiego ta dziewczyna ma kopa!- usprawiedliwiał się starszy bramkarz.
-Taaa najlepiej tak powiedzieć, bo nie masz innego wytłumaczenia!
Między słupkami tym razem stanął Valdes. Kopnięcie prawą nogą i goool!
-No nie radzisz sobie staruszku!- zaśmiał się Pinto.
-No brawo, brawo Nica! Widać kto cię goli uczył strzelać!- krzyknął ktoś zza moich pleców.
Obróciłam się, a moim oczom ukazał się on. ...
________________________________________________________________________
Mi się podoba a Wam?
-Czego chcesz młoda?!- wymamrotał pod nosem obrońca Dumy Katalonii.
- Na trening się spóźnisz!- krzyknęłam.
-Cicho bądź...- odpowiedział.
-Tak się bawimy?! Aha! Nie chcesz wstawać jak cię proszę to nie! Zaraz wstaniesz z przymusu zgredzie!
Zbiegłam ekspresowo po schodach do kuchni i nalałam zimnej wody do dużego kubka.
-Tak się bawimy. Pożałuje, że nie chciał teraz wstawać.- mówiłam sama do siebie.
Weszłam do sypialni na palcach tym razem. Pochyliłam się nad Gerim i ...
-Nica ty debilko! Chciałaś, żebym na zawał zszedł!- wydzierał się mokry piłkarz. W tym momencie spojrzał na zegarek. - Czemu nic nie mówisz przygłupie! Za pięć minut mam trening! Nie chcę biegać karnych kółek!
-Tak, najlepiej zwalić na mnie.- pomyślałam.
Patrzałam na Pique wciągającego jedną nogawkę od szarych rurek. Zbiegł po schodach w nie zapiętych spodniach.
-Kanapki masz na stole, braciszku!- wydarłam się na cały dom. Po czym zbiegłam po schodach. - Jadę z tobą na trening!
-Dobra, jedź. Bo z tobą dyskusja to na prawdę...
-Spadaj ciole!
Wyszliśmy zostawiając Shakirę z płaczącym Milankiem. Dziecko rozpłakało się po moich i Geriego krzykach. Upsss!
-Masz mi nie podrywać nikogo! - powiedział Pique szczerząc się nie miłosiernie.
- Czego się szczerzysz głupku? Co ja poradzę, że jestem taka piękna? Jestem taka cud, miód i orzeszki. To oni na mnie lecą.- zaśmiałam się
-Jedyną rzeczą która na ciebie leci to śnieg. Brzydalu!- po tych słowach Gerard zachichotał.
-Ja się dziwię czemu Shakira za ciebie wyszła. Mogła mieć każdego, ale nie! Wybrała marnego piłkarza, wyglądającego jak dziad!- zaśmiałam się w głos.
- Wal się Nica!- odpowiedział.
Tak wyglądała nasza rozmowa podczas jazdy na Camp Nou. Rozmawiamy tak codziennie. Osoby trzecie pomyślałyby, że jesteśmy największymi wrogami. Ale jest zupełnie na odwrót. Kochamy się, wspieramy się. Tak, to prawda czasem się kłócimy, ale to tam szczegół. Gdy dojechaliśmy na stadion, byłą 10:15, czyli 15 minut od rozpoczęcia treningu!
- Nosz kurwa! Karne kółeczka! - zdenerwował się mój brat.
-Tak to jest jak się nie słucha siostry. - uśmiechnęłam się szyderczo.
-Dobra, zamknij się. -odwarknął.
Wbiegł oparzony do szatni.
A tobie co?- zapytał Puyol sznurując korki. - jest 9:20 a ty już tutaj? Dziwne, zazwyczaj się spóźniasz.
-Nica, chyba chcesz umrzeć w wieku 19 lat!- groził Pique.
-Durniu, a wiesz, że groźby są karalne?! Nie przestawiłam godziny w telefonie. No cóż...
-Ja ci zaraz dam no cóż, ja ci zaraz dam no cóż!- wykrzyknął Pique i zaczął mnie łaskotać. - Przez tą godzinę mogliśmy pomyśleć z Shaki o rodzeństwie dla Milanka!
Już tylko było słychać śmiech i wyzwiska od "zboczeńców" i "nie doruchanych obrośniętych dziadów". Było też słychać plask. Oznaczało to, że Puyi zrobił "facepalma". Skończyliśmy się chichrać i poszliśmy na murawę. Po pół godziny na Camp Nou zaczęły się schodzić znajome twarze.
-Nica! Mordeczka!- krzyknął Valdes. Biegł, biegł a na środku boiska wywalił się. Nasza trójeczka zrobiła zbiorowego facepalma.
-Spoko, spoko żyję! Korków nie zawiązałem- usprawiedliwiał się bramkarz Dumy Katalonii.
-Wiesz, jakoś ostatnio nie wiążesz korków. Tak coś zauważyłem, ciole.- wykrzyknął Pinto, który przyglądał się całemu wydarzeniu. -Nica! Kto z nas jest lepszym bramkarzem?- pokrzykiwał Pinto.
-Zaraz się przekonamy!- krzyknęłam i pobiegłam w stronę bramki. - No to kto staje pierwszy?!
-Ja, ja! -pokrzykiwali bramkarze.
Pierwszy stanął Pinto. Podpuszczenie, i gol!
-Hahaha, staruszku nie radzisz sobie!- śmiał się z Pinto Valdes.
-Taki mądry to sam stań na budzie. Sam wiesz jakiego ta dziewczyna ma kopa!- usprawiedliwiał się starszy bramkarz.
-Taaa najlepiej tak powiedzieć, bo nie masz innego wytłumaczenia!
Między słupkami tym razem stanął Valdes. Kopnięcie prawą nogą i goool!
-No nie radzisz sobie staruszku!- zaśmiał się Pinto.
-No brawo, brawo Nica! Widać kto cię goli uczył strzelać!- krzyknął ktoś zza moich pleców.
Obróciłam się, a moim oczom ukazał się on. ...
________________________________________________________________________
Mi się podoba a Wam?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




