niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 2.

-Cesc!- krzyknęłam uradowana i rzuciłam się mu na szyję.
-No ja,a co?- odpowiedział głupkowato.
-Dureń!-skwitowałam.
-Ale i tak mnie kochasz!
-Marzenia.
***ALEXIS***
-Nica mogę cię prosić na chwilkę?- spytałem nieśmiało. Dziewczyna pokiwała głową potwierdzająco. Chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem za sobą. Nie ukrywała swojego zaskoczenia. Znaliśmy się odkąd pojawiłem się w klubie. Zakochałem się.To była miłość od pierwszego wejrzenia, ale dopiero teraz odważyłem się jej to hmmm... zasugerować. Tak, można tak to nazwać.
-O co chodzi?- wyrwała mnie z zamyśleń.
-Więc,masz plany na sobotę?- zapytałem.
-Nie, jak na razie nie-odpowiedziała tak jakby się niczego nie spodziewała.
-Eeee... może chciałaby...-nie skończyłem,bo przerwał mi Pique. Stanął na przeciwko mnie tym samym zasłaniając ciałem Nicę.:
-Młody,co ja ci mówiłem o podrywaniu sióstr kolegów z drużyny? Już to przerabialiśmy!
-Siostry przyjaciół są nietykalne, tak wiem. -odpowiedziałem skruszony.
- Dobra, dobra tobie zrobię wyjątek. Skończcie to co macie skończyć, ale bez całowania mi tutaj,jasne?! Obserwuje was.- skwitował to uśmiechem, który zaraz przerwał grymas. Zarobił kuksańca pod żebro. Pique odszedł,więc mogłem skończyć.
-Czy chciałabyś iść w sobotę do kina? Proszę!- zrobiłem słodkie oczka
-Pewnie!- uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. Nigdy nie umyję tego miejsca.
-Będę u ciebie o 16:00- rzuciłem, gdy odchodziła.
***NICA***
Alexis zaprosił mnie na hmmm... randkę.Zgodziłam się, bo nie chciałam mu robić przykrości, ale też nie chcę mu robić nadziei.  Trening się zaczął, a ja podeszłam do Taty.
-Dzień dobry trenerze.Czy mogłabym zagrać dzisiaj z chłopakami?
-Dzień dobry Veronico. Ja się zgadzam, ale nie wiem jak chłopcy. Poczekaj zaraz ich zawołam
i się ich spytasz. Dobrze?
-Dobrze trenerze. -odpowiedziałam.
-Chłopcy! Do mnie!- krzyknął Martino w stronę murawy. Cały skład podbiegł posłusznie do
trenera.
-Trenerze, mógłby nas trener nie nazywać "chłopcy"- zapytał Xavi.
-Przepraszam bardzo, ale mężczyznami to ja was nazwać nie mogę.- uśmiechnął się Tata.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne! -stwierdził ironicznie Valdes.
-A teraz powód dla, którego was zwołałem. Nica chciałaby wam coś powiedzieć.- wtrącił
Gerardo Martino.
-Chłoooopcyyyy.Mogę z wami dzisiaj zagrać? Proszę!- spytałam słodko.
-Jak jeszce raz nas nazwiesz "chłopcy" to nie, nie możesz.- Zaśmiał się Puyol.
-Dobra, dobra nie będę! To mogę?
-Możesz, możesz -udzielił się Alba i puścił do mnie oczko.
Po pięciu minutach na nogach miałam już korki. Po przebiegnięciu 100 kółeczek (ja biegałam
10 haha) podzieliśmy się na dwie drużyny. Ja byłam z: Valdesem, Albą, Bartrą, Puyolem, Pique,
Alvesem, Alexisem, Fabregasem i Pedro. Druga drużyna składała się z Pinto, Xaviego,
Iniesty, Songa, Messiego, Seriego Roberto, Tello, Adriano, Besquetsa i Neymara. Po 10 minutach wynik
był na korzyść drużyny przeciwnej. 1:0. Nie minęło dużo czasu, a wygrywaliśmy 2:1 po golu
Mister Fabregasa przy, którym asystowałam i golu Alvesa. Przed sparingiem umówiliśmy się,
że drużyna przegrana gotuje obiad dla drużyny wygranej. Końcowym wynikiem było 4:2 dla nas.
W naszej drużynie gole jeszcze strzelił Pedro i ja! Strzeliłam z obrony, fajnie, nie?
A w tamtej drużynie drugiego gola strzelił Ney. W drodze do szatni krzyknęłam:
-To co nam gotujecie na obiad bejbsy?
-Hahaha, no właśnie co?- zaciekawił się Sergi Roberto.
-Lubicie zapiekanki z mikrofalówki?- zaśmiał Song.
-Lubimy!- zakrzyknęliśmy zgodnie.
-To git!
W szatni śpiewaliśmy "Cant Del Barca". Gdzie nie spojrzałam tam goły kaloryfer! Mogli by mnie tak otaczać codziennie. Nagle nie czułam już gruntu pod nogami. Obróciłam głowę i obaczyłam, że zostałam niesiona przez chłopców, anie przepraszam "mężczyzn", w stronę eee... prysznica?! Po jaką cholerę oni mnie tam niosą?!  Po minucie stałam zamknięta pod prysznicem zimną wodą. Gdy dowiem się kto to zrobił już  nie żyje! Pique gdy zobaczył moją minę zabójcy, otworzył drzwi do kabiny i podał mi rękę. Mocnym pociągnięciem pociągnęłam go do siebie, by potem uciec spod prysznica i zamknąć go.
-Tak to jest jak się zadziera z Veronicą Pique! Hahaha! -zaśmiałam się szyderczo. -Kogoś jeszcze tam wpakować?
Nikt się nie odezwał. Nie to nie, ich strata.Gdy Gerard wygramolił się z maszyny myjącej, zapowiedział:
-Ludziska! Impreza, u mnie, 18:00, przynosicie alkohol, z partnerkami lub bez-opcja dowolna.Alves możesz robić te swoje drinki, tylko alkohol przynosisz swój. Jasne?!
-Tak, a kto będzie potem sprzątał to pobojowisko? Znowu ja i Shaki?!- odparłam.
-Ja ci pomogę- krzyknął Alexis.-I ja,ja też, no i ja!- krzyczeli inni.
-O nie, nie , nie, nie ja sprzątać tego nie będę, ale skoro wy macie tyle zapału do pracy, to wy to posprzątacie! Hahaha! Powiem dla Shakiry,że mamy wolne!-śmiałam się.
Nikt się nie odezwał, było słychać tylko pomruki.
-Dobra to my spadamy! Do zobaczenia o 18:00!- pożegnali się Valdes  i Pinto.
-Pique możemy jechać do ciebie? Nudzi nam się w domu, więc pomyśleliśmy z Ceskiem, że wpadniemy do ciebie na Fifę, ok? Od razu zostaniemy i pomożemy z imprezą -przymilał się kapitan Bluagrany.
-Okey! No to co jedziemy! Nica ruszaj ten swój opasły tyłek!- mówił Geri.
- Spierdalaj staruchu! -odgryzłam się.
Doszliśmy do samochody w czterech. Wcisnęliśmy się do samochodu i ruszyliśmy.
---------------------------------------------------------------------------------------



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz