Obudziłam się we wspaniałym humorze. Barcelońskie słońce muskało moją twarz. Zeszłam z łóżka wsunęłam kapcie na nogi, spojrzałam na zegarek. 8:00. Stanęłam pod drzwiami do pokoju Cesca. Zaczęłam pukać i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Usiadłam na krańcu łóżka. Pochyliłam się nad mężczyzną.
-Cescy wstawaj. Masz trening. -wyszeptałam.
Cesc otworzył oczy i poklepał miejsce obok siebie, dając mi do zrozumienia żebym się położyła. Położyłam się. Cescy pocałował mnie czule i zaczął nucić.
" You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh.."
-Ty tego słuchasz? -spytałam zdziwiona i oparłam się na łokciach, wpatrując się w pół przytomnego Cesca.
-Nie. -rzucił i cmoknął mnie po raz drugi.
-Byś się tylko całował.
-A to źle?
-Nie to idealnie. -wyszeptałam. -Wstawaj za 2 godziny masz trening. Ja zrobię śniadanie, a ty obudź Geriego. Co chcesz na śniadanko?
-Wszystko tylko żeby było jadalne. -zachichotał.
-Jak ja coś robię to wszystko jest zajebiste i jadalne.
-Tak szczególnie jak na wyjeździe rok temu cały dzień przez ciebie na kiblu siedziałem!
-Raz się zdarzyło, raz! -zaśmiałam się. -Dobra już ruszaj się.
-Już idę. -wymamrotał i wyciągnął do mnie rękę, abym mu pomogła wstać.
Podałam mu rękę i mocno pociągnęłam. Cesc niestety przeważył i upadł swoim cielskiem na mnie.
-Nic ci się nie stało? Nica, Veronica, Pique? -wołał mnie.
-Pique? Co to to to nie! Tylko nie Pique! -wstałam i ruszyłam dziarskim krokiem do kuchni. Tam przywitałam się z Shaki buziakiem w policzek i zabrałam się za robienie kanapek dla siebie i Cesca.
-Co moja piękna robi? -zapytał obejmując mnie od tyłu.
-Nie. Podchodź. Do. Mnie. -wycedziłam i pomachałam nożem w jego stronę.
-To za to, że nazwałem cię Pique? -zapytał wyraźnie zasmucony.
-Tak. Dokładnie za to. -odparłam nie wzruszona.
-No weź no. Nicusiu kochana. Ni nie gniewaj się na mnie. Kocham cię. -Cesc objął mnie w talii.
-Jedz kanapki. -wyswobodziłam się z jego objęć i wskazałam na talerz. Sama poszłam do sypialni Geriego i Shaki. Poinformowałam go, że jak się nie ruszy to Cesc wszystko zje a ja drugi raz robić nie będę. Starszy Pique zbiegł po schodach niczym burza, omal nie strącając mnie z nich.
-Zostaw moje kanapki! -krzyk Cesca słychać było w całym domu. To dlatego, że Gerard zabrał mu kanapkę.
-Pojadły sobie jełopy moje? -zapytałam chłopaków. Zgodnie poklepali się po brzuchach na znak że było smaczne.
-No a teraz zbieramy się na trening! -zarządziłam i już po chwili znajdowałam się z chłopakami w czarnym audi.
sobota, 28 grudnia 2013
Rozdział 6.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz